poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Epilog



*kilka tygodni później*

- Na pewno dobrze się  już czujesz? Może byśmy to przełożyli na inny dzień… - spytała po raz kolejny, lekko denerwując tym piłkarza.
- Tak, czuję się już fantastycznie – odpowiedział – Byłaś ze mną wczoraj u lekarza? Byłaś. Czy powiedział, że już jest prawie idealnie? Powiedział. Więc Vikí, proszę. Nie panikuj już  i daj mi żyć – przytulił ją do siebie i ucałował jej czoło. Położył dłonie na jej już widocznie zaokrąglonym brzuszku i musnął jej usta.
- Mamo, to my już idziemy – powiedziała blondynka do swojej rodzicielki, która miała zostać z wnuczką.
- Dobrze. Znajdźcie coś fajnego – uśmiechnęła się i siadając  na kanapie w salonie, wzięła Inés na kolana.
Victoría złapała rękę męża i wyszli z mieszkania. Skierowali się do jej auta, przy  którym zaczęli się sprzeczać, kto ma prowadzić. Przystanęło na tym, że to Fábio będzie kierowcą i zabrał żonie kluczyki z ręki, całując ją przelotnie w usta.
Usiadła niezadowolona na miejscu pasażera i gdy piłkarz odpalił silnik, ruszyli w stronę nowo wybudowanych  apartamentowców, gdzie mieli się spotkać z właścicielem.
Dojechali na miejsce w ciągu dwudziestu minut. Blondynka wciąż nie odzywała się do męża. Fábio do niej podszedł, śmiejąc się pod nosem. Hormony robią swoje
- Kochanie – powiedział do niej czułym tonem i chciał objąć ją w pasie, lecz  się od niego odsunęła.
- Nie mów tak do mnie – odpowiedziała chłodno – To, że jestem w ciąży nie oznacza, że nie mogę prowadzić samochodu czy robić zakupów przez dziewięć miesięcy!
Oczywiście jej słowa wpuścił jednym uchem a wypuścił drugim. Była w odmiennym stanie i wiedział, jak jego ukochana reaguje na to wszystko. Hormony buzowały jak oszalałe i raz ona płakała, a po chwili się śmiała.
- No już się nie denerwuj – położył ręce na jej biodrach i musnął policzek. Blondynka położyła swoje dłonie na jego klatce piersiowej i delikatnie gładziła jego mięśnie.
- Nie traktuj mnie tak, a nie będę się denerwować – musnęła czubek jego nosa i ruszyła do przodu,  zostawiając piłkarza w tyle. Zaśmiał się ze zmiany humoru swojej żony, po czym dogonił ją, łapiąc za dłoń.  Pojechali windą na drugie piętro apartamentowca, wciąż trzymając się za rękę. Wychodząc natrafili na właściciela mieszkania. Przywitali się poprzez uściśnięcie dłoni i weszli do środka.
- Można wiedzieć, czemu pan sprzedaje tak fantastyczny apartament? – spytała blondynka, rozglądając się po każdym kącie pomieszczenia.
- Oddelegowali mnie do Barcelony na najbliższe lata, więc nie potrzebuje mieszkania tutaj – odpowiedział sympatycznym tonem mężczyzna w średnim wieku. Opowiadał jeszcze Fábio wszystkie fakty o mieszkaniu, o których powinien wiedzieć, kiedy podeszła do nich żona piłkarza, mówiąc, ze biorą to bez zastanowienia.
- Lepszego mieszkania nie znajdziemy. Tutaj jest tyle przestrzeni! – mówiła jak nakręcona – Idealne!
- No to chyba, nic dodać, nic ująć – zaśmiał się Fábio, patrząc na żonę, która była szczęśliwa z tego, że tu jest.
- Cieszę się, że oddam to mieszkanie w dobre ręce – odpowiedział sprzedawca – Umówmy się, że przeleje mi pan pieniądze na konto, dobrze? Kluczę już mogę państwu oddać i w razie problemu proszę dzwonić – uścisnął najpierw dłoń Victoríi a następnie piłkarza. Wręczył mu klucze i pożegnał się. Kiedy zostali już sami, blondynka wciąż chodziła po apartamencie, podziwiając widok i zaglądając ponownie do każdego pomieszczenia.
- Vikí, kochanie. Przestań chodzić jak jakaś opętana – podszedł do niej i zatrzymał ją, poprzez złapanie dłoni.  Zbliżył ją do siebie. Uśmiech nie schodził z jej twarzy. Objął ją pasie  i popatrzył w oczy.
- Zadowolona? – zaśmiał się, przytulając ją do swojego ramienia.
- Jak cholera! – odpowiedziała entuzjastycznie, ponownie wywołując śmiech u piłkarza. – Ile pozostało ci jeszcze wolnego?
- Jakieś dwa tygodnie – odpowiedział, doskonale wiedząc, o czym myśli jego ukochana.
- Fantastycznie! Możemy już powoli się urządzać! – wzięła go za rękę i wyprowadziła z mieszkania, zabierając mu klucze z kieszeni i zamykając  własność na wszystkie spusty.
- Ale ja jestem na zwolnieniu! Muszę wyzdrowieć! – usprawiedliwiał się piłkarz, nie chcąc  tak szybko zaczynać przeprowadzki.
- Już nie udawaj, wiem że już jest z tobą coraz lepiej!

Wrócili do domu i „zwolnili” panią Herreirę z obowiązku pilnowania wnuczki. Pokazali w ofercie internetowej mieszkanie, które właśnie zakupili. Teściowa Fabio, chwaliła ich decyzję, mówiąc, że będą żyli jak pączki w maśle i że dzieci będą mieli fantastyczną przestrzeń do zabawy.
W późniejszej przeprowadzce pomogli z ogromną chęcią prawie wszyscy zawodnicy „ Królewskich”. Nie obyło się oczywiście, bez żartów i głośnych śmiechów.
W małżeństwie Fábio i Victoríi zaczęło się wszystko układać. Nie było bezsensownych kłótni, ani podejrzeń o niewierność. Blondynka po porodzie córki – Blanci, zajęła się domem i wychowywaniem córek, a Fabio wrócił do formy i wciąż grał w Realu Madryt. Mężczyzna, który spowodował wypadek, dostał karę w zawieszeniu oraz musiał zapłacić piłkarzowi wysokie odszkodowanie.
_________
taki tam happy end. 
No cóż. Pozostaje mi się rozstać z tym opowiadaniem i podziękować Wam za dużą i małą frekwencję, ale jednak za frekwencję. Za to, że byłyście ze mną. Nie było idealnie co do dnia publikacji, jednak wciąż byłyście. Dziękuję Wam bardzo :)
Teraz będę TUTAJ  i później TUTAJ. To jeśli chodzi o sferę footballu. 
Jeśli chodzi o skoki, to jestem TUTAJ.
Pozdrawiam Was moje kochane :*

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Piętnaście



Następnego dnia kiedy jej wyniki nie wskazywały nic złego, udała się do męża. W szpitalnej sali leżał sam z przymkniętymi powiekami. Cicho otworzyła drzwi i weszła, zajmując  miejsce na krześle. Dotknęła swoją dłonią jego dłoń, powodując, że piłkarz otworzył oczy.
- Vikí – wyszeptał i spojrzał na nią – Wszystko już w porządku? Co z dzieckiem?
- Spokojnie, Fábio. Wszystko w porządku, dziecku nic nie jest. – wstała z miejsca i pochyliła się nad blondynem, delikatnie całując jego usta.
- To wszystko było przez stres  z twoim  wypadkiem, a potem z twoimi rodzicami – westchnęła i ponownie usiadła na podrapanym krześle.
- Przepraszam – powiedział – Tamten wjechał mi centralnie w bok samochodu, a to ja miałem zielone.
- Wiem, nie tłumacz się – wzięła jego dłoń i przyłożyła do swojego policzka – Twoi rodzice wczoraj przyszli do mnie i przeprosili… wiem, że zrobili to ze względu na ciebie. Nie lubią mnie i to się nie zmieni…
- Ale nie mają prawa cię obrażać. Z resztą, zobaczymy jak będzie – uśmiechnął się blado – Twoja mama to przyniosła? – wzrok przeniósł na koszyk z owocami i innymi rzeczami lepszymi od szpitalnego jedzenia.
- Z Inés – zaśmiała się blondynka – Przyjdą tu za niedługo.
Po dziesięciu kolejnych minutach  przyszła pani Herreira z wnuczką jak i drugimi dziadkami.
Victoría przywitała się z każdym, po czym powiedziała, że zaraz wróci.
Kiedy zamknęła drzwi, odetchnęła z ulgą. Nie chciała przebywać w jednym pomieszczeniu z rodzicami swojego męża.  Nie wiedziała czy ich przeprosiny naprawdę były szczere.

Półtora tygodnia później, Fábio już leżał w domu. Na treningi nie chodził, lecz miał rehabilitacje i indywidualne ćwiczenia w ośrodku sportowym Realu Madryt, na które Victoría go woziła. Blondyn chciał jak najszybciej wrócić do zdrowia i formy.
Jak każdy piłkarz – po prostu nie mógł żyć bez kopania piłki. Sprawa wypadku wciąż była badana, a kierowca tamtego samochodu póki co był na wolności i nie ponosił jeszcze żadnej kary.
- Victoría?! Podasz mi laptopa? – spytał się żony, leżąc na łóżku w sypialni. Niektóre ruchy jeszcze sprawiały mu ból, więc musiałam polegać na blondynce. Przyszła do niego, z zawiązanym w pasie fartuszkiem, który tylko uwydatniał jej odmienny stan.
Podała mu laptopa, podłączając go do prądu. Po chwili do jego nozdrzy doszedł zapach z kuchni.
- Co robisz? – spytał, włączając urządzenie.
- Piekę ciasteczka. Naszło mnie na słodkie – uśmiechnęła się.
- A dla mnie coś zostanie? – zaśmiał się, łapiąc jej dłoń i  przyciągając ją do siebie. Usiadła obok niego i pochyliła się delikatnie nad nim.
- Nie wiem – szepnęła i musnęła jego usta – Jak ładnie poprosisz, to może coś jeszcze będzie – powiedziała zachęcającym głosem.
- Proszę – powiedział i wpił się w jej usta, obejmując ją w pasie. Po chwili do ich sypialni weszła Inés, krzycząc, że narysowała dla taty obrazek.  Oderwali się od siebie, dając miejsce dziewczynce, która wskoczyła na łóżko.
- Kochanie, ostrożnie – blondynka zwróciła się do córki, poprawiając Fábio poduszkę.
- To jak z tymi ciastkami? – uśmiechnął się blondyn i przyciągnął do siebie córkę, patrząc na jej malunek.
- Dorobię jeszcze kilka, bo może nie starczyć – zaśmiała się i wyszła z sypialni, kierując się do kuchni.
Po godzinie czasu zawołała córkę, by ta pomogła jej w ozdabianiu ciastek.
Fábio wstał z łóżka, biorąc laptopa w rękę i przełączając go na baterię.
Udał się do salonu, gdzie w tej chwili jego druga połówka oglądała program o modzie.
- Znalazłem dla nas idealne mieszkanie – odezwał się, zwracając tym samym uwagę  swojej żony.
- Fábio! Miałeś nie wstawać bez mojej pomocy – powiedziała i przesunęła się kawałek na kanapie, by zrobić miejsce mężowi. Machnął ręką na jej słowa, po czym otworzył laptopa i zaczął pokazywać oferty mieszkań na sprzedaż.
- Które najbardziej ci się podoba? – spytał, pokazując jej po kolei strony z ofertami.
- Pokaż jeszcze raz ta trzecią zakładkę – pokazała i wzięła laptopa na swoje kolana. Oglądała zdjęcia mieszkania i z każdym kolejnym wyobrażała sobie je urządzone, wymalowane. Takie jakie by chciała by było.
- Bierzemy to – odpowiedziała i musnęła jego policzek – Jest najlepsze. Duże, całe do wymalowania, nowy i dobry plac zabaw, w pobliżu mały park, więc będzie gdzie chodzić z Blancą – położyła dłonie na brzuchu i uśmiechnęła pod nosem.
- Dobrze. Mówisz i masz. Jutro zadzwonimy – musnął jej usta i wstał z kanapy.
Poszedł do kuchni i szukał swoich obiecanych ciastek.
- Vikí, gdzie są ciastka?! – krzyknął i  wychylił się  zza kuchni.
- Ups – wymsknęło się z ust blondynki – Zjadłam! – schowała się za  gazetą, którą pośpiesznie otworzyła, po czym wybuchła śmiechem. 
______
i tak oto pozytywnym akcentem kończę tego bloga. Co prawda pozostał tylko epilog, no ale tak już jakoś mi lepiej na sercu. Jeszcze w napisanych opowiadaniach mam Bartra&Girouda  jak i Casillasa :)
+ może któraś z Was kocha prócz piłki nożnej, skoki narciarskie i jest chętna na opowiadanie mojego autorstwa to też serdecznie zapraszam KLIK

środa, 7 sierpnia 2013

Czternaście



Siedziała przy łóżku męża, wciąż trzymając go za rękę. Oczy miała lekko podpuchnięte od płaczu. Poinformowała już wszystkich o wypadku, włącznie ze swoimi teściami, którzy jak się okazało – już byli w Madrycie.
Po godzinie od poinformowania, rodzice Fábio zjawili się przy swoim synu. Nie zwrócili nawet uwagi na Victoríę, tylko podeszli do piłkarza, mówiąc coś do siebie po portugalsku.
- Dzień dobry – odezwała się blondynka, wstając od łóżka Fábio.
Matka piłkarza odwróciła się twarzą do niej. Odpowiedziała chłodnym tonem dla kogo dobry, dla tego dobry, po czym zajęła miejsce blondynki przy łóżku szpitalnym.
- Co mu zrobiłaś? – spytała matka Fábio, łapiąc za rękę piłkarza, i przykładając ją sobie do policzka.
- Nic. Miał wypadek samochodowy! – w oczach blondynki pojawiły się łzy. Nie rozumiała jak można darzyć kogoś taką nienawiścią jak matka jego męża, do niej.
- Mamo, zostaw ją w spokoju – wszyscy zebrani usłyszeli zachrypnięty głos piłkarza, który właśnie się przebudził. Victoría podeszła do Fábio z drugiej strony łóżku i musnęła jego policzek.
- Przyjdę do ciebie później, dobrze? – powiedziała łamiącym się głosem, a on tylko przytaknął. Wiedział jaki ból zadała jej jego własna matka. Nie zmuszał Victoríi do niczego.  Odeszła, wycierając łzy z policzka, kiedy w wyjściu z sali  przeszył ją ostry ból z okolicy brzucha. Oparła się o framugę, po czym straciła przytomność.
- Victoría! – krzyknął Fábio, chcąc wstać z łóżka i pomóc żonie, lecz zatrzymał go mocny ból głowy i pleców, które były spowodowane urazem po wypadku.  Po chwili zjawili się lekarze i zabrali jego żonę na oddział, położyli  w wolnej sali i zaczęli badać. Podłączyli jej kroplówkę i po niespełna kilku minutach zaczęła dochodzić do siebie. Wciąż była blada.
-  Co się stało? – spytała, mrużąc oczy.
- Straciła pani przytomność. Ma pani również wysokie ciśnienie – odpowiedział lekarz.
- Co z dzieckiem? – położyła swoją bladą dłoń na brzuchu i spojrzała wyczekująco w stronę doktora.
- Czekamy na ginekologa, ale na pierwszy rzut oka nic się nie stało.
Odetchnęła z ulgą.
- Mnie też nic nie jest. Nie potrzebuję kroplówki. Jestem po prostu zestresowana i przemęczona – odpowiedziała i już chciała wstać z łóżka, kiedy lekarz ją przytrzymał, kręcąc głową.
- Nie radzę – dopowiedział i dalej wpisywał w kartę kilka informacji.
Położyła się ze zrezygnowaniem i odwróciła głowę w kierunku okna. Lekarz opuścił salę, pozostawiając ją samą.
Chwilę później wzięła kroplówkę w rękę i wymknęła się z pomieszczenia. Poszła  w kierunku sali swojego męża, lecz znów poczuła się słabo. Wróciła  i zadzwoniła do swojej matki, prosząc by przyszła z Inés do szpitala.
Po godzinie czasu obie pojawiły się  z tymże rodzicielka Victoríi przyniosła ze sobą kilka smakołyków dla blondynki jak i piłkarza. Wiem jak tutaj karmią – mówiła
- Kochanie. Nie raz ci mówiłam byś nie brała sobie słów pani Coentrão do siebie Widzisz jak to się dla ciebie kończy? Już nie tylko dla ciebie ale i dla tego maleństwa, które wszystko czuje… - pani Herreira usiadła obok córki, całując jej czoło. Na łóżko również wdrapała się Inés – oczywiście z małą pomocą swojej babci – która od razu przytuliła się do swojej mamy.
- Nie potrafię  jej nie słuchać. Ona mnie nienawidzi – odpowiedziała smutno blondynka.

XXX
* w tym samym czasie*

-Fábio, wielokrotnie ci powtarzałam, że ona nie jest dla ciebie! – oburzyła się pani Coentrão, nerwowo chodząc po sali, w której znajdował się jej syn.
- Ale ją kocham i nie masz prawa jej obrażać! – uniósł się piłkarz – Nigdy nie chciałaś bliżej poznać Victoríi, a ona jest wspaniałą żoną i matką! Jest teraz w ciąży i jak coś stanie się dziecku przez ciebie to możesz już mi się na oczy nie pokazywać. Víki stara się żeby zdobyć twoją przychylność, a ty co? Dalej ją obrażasz. Płacze po nocach jak tu jesteście. A teraz zostawcie mnie. Nie chcę was widzieć – skończył swój monolog i odwrócił głowę, by nie patrzeć na swoich rodziców, którzy byli dość zaskoczeni słowami, które wypłynęły z ust ich własnego syna.
- Nie wiedziałam - wymsknęło się z ust pani Coentrão.
- To teraz wiesz. A teraz żegnam. Chcę być sam.
Spełnili prośbę Fábio i wyszli z sali, kierując się do pomieszczenia w którym znajdowała się Victoría, oczywiście pytając wcześniej napotkanych lekarzy o drogę. Przystanęli przed salą i patrzyli na blondynkę przez szybę drzwi. Dostrzegli jej smutny i zmęczony wyraz twarzy.
- Może powinniśmy ją przeprosić? Nie dla siebie samych ale dla Fábio. On ją kocha i będzie jej bronić… Chcesz stracić syna? – pan Coentrão objął ramieniem swoją żonę, patrząc na nią wyczekująco.
- Nie chcę stracić syna, powinniśmy z nią porozmawiać -  odpowiedziała matka Fábio i wraz z mężem weszli do dali, w którym leżała ich synowa. 
_______
no to została nam piętnastka i epilog.
Potem ruszę z opowiadaniem o Bartrze i Giroudzie, a następnie będzie Iker :)
 

poniedziałek, 29 lipca 2013

Trzynaście



Nie mógł spać w nocy. Oparł się plecami i głową o ścianę i głęboko westchnął. Obserwował spokojny sen swojej żony, która leżała twarzą skierowaną do niego. Wstał po chwili delikatnie i cicho z łóżka. Ruszył w stronę kuchni, gdzie wstawił wodę na herbatę.
Kiedy zaparzył herbatę, udał się z gorącym kubkiem do salonu, z którego natomiast było wyjście na balkon. Wyszedł i odetchnął świeżym powietrzem. Usiadł na plastikowym krześle i popił łyk gorącej cieszy, wpatrując się w uśpione miasto .
- Nie możesz spać? – usłyszał głos swojej żony, a po chwili poczuł jej szczupłe palce na swoich ramionach.
- Tak – odpowiedział krótko – A ty? Powinnaś spać. Musisz wypoczywać.
- Wiem, ale nie miałam się do kogo przytulić – uśmiechnęła się delikatnie i stanęła przed piłkarzem. On poklepał miejsce na swoich kolanach i przyciągnął ją do siebie, odkładając herbatę na stolik. Usadowiła się na jego kolanach, biorąc kubek do swoich dłoni. Popiła łyk i odłożyła.
- Trzeba zacząć szukać mieszkania – zaczęła, patrząc przed siebie. Już w myślach wyobrażała sobie nowe mieszkanie, które pomaluje na świeże kolory.
- Jutro znajdziemy kilka ofert i pojeździmy – uśmiechnął się, obejmując ją w pasie – Inés zostawimy u twojej mamy.
- Jak dobrze, że ona tu jest. Co byśmy bez niej zrobili? – spytała retorycznie
- Kilka dni temu dzwoniła moja mama – zaczął Fábio – Chcą tu przyjechać na kilka dni…
Blondynka skrzywiła się jak usłyszała tą wiadomość.  Nie lubiła swoich teściów, tak samo jak oni jej, szczególnym przypadkiem była matka piłkarza, która w ogóle nie lubiła swojej synowej do tego stopnia, że cały czas na nią narzeka i obraża. Uważała również, że Victoría jest złą żoną i matką, że nie zasługuje na jej syna. Blondynka wielokrotnie płakała przez nią, a Fábio kłócił się z nimi.
- I co im odpowiedziałeś? – spytała, biorąc kubek z herbatą do rąk, by ogrzać swoje dłonie.
- Że nie mogę zrobić sobie teraz wolnego, więc niech robią co chcą. – wzruszył ramionami.
- Oni znów będą chcieli nas rozdzielić – powiedziała smutnym tonem, przytulając się do blondyna i kładąc mu głowę na ramieniu.
- A my po raz enty wytłumaczymy im, że niech nawet nie próbują bo i tak im się nie uda – odpowiedział i ucałował jej czoło – Jak tu przyjadą, zaprosimy ich na obiad, raz czy drugi pójdziemy na spacer i tyle – dopowiedział i cicho się zaśmiał – Nie zostawię cię z tym samą.

xxx

Victoría spała w najlepsze, kiedy obudziła ją skacząca po łóżku Inés, mówiąca radośnie, że już czas wstawać.
Blondynka wstała ziewając i przeciągając się. Udała się do kuchni i wstawiła wodę na herbatę. Zaczęła robić śniadanie dla córki i siebie, kiedy rozdzwoniła się jej komórka. Odnalazła ją szybko w swojej torebce i spojrzała na wyświetlacz, na którym widniał nieznany jej numer.
- Halo? – odebrała, mówiąc  lekko zaspanym jeszcze głosem
- Tu Jose Mourinho, czy Fábio ma zamiar zjawić się na treningu? – usłyszała głos trenera męża, który starał się mówić opanowanym głosem.
- Ale nie ma go w domu. – odpowiedziała, zaskoczona sytuacją.
- Być może jeszcze nie dojechał… Dziękuję za informacje i przepraszam za telefon o dość wczesnej porze. Do widzenia – odpowiedział Mourinho i rozłączył się.
Blondynka usiadła na kanapie lekko poddenerwowana. Pośpiesznie wybrała numer Fábio, lecz włączała się poczta głosowa. Zaklęła w myślach i tym razem wybrała numer matki, pytając się czy zajmie się Inés. Rodzicielka zgodziła się i odpowiedziała, że w przeciągu pół godziny będzie. Victoría szybko zrobiła córce śniadanie, i kiedy ta jadła, udała się do sypialni by się ubrać. Związała włosy w kitka i kiedy przyszła pani Herreira, wyszła z domu, zostawiając matkę zdezorientowaną.

Jechała w stronę Valdebebas i tą samą drogą, którą Fábio zawsze pokonuje, by dojechać na trening. Stała w długim korku, choć w tym miejscu rzadko kiedy się zdarzał.  Ślimaczym tempem ruszała, kiedy wyjrzała delikatnie przez okno i zobaczyła karetkę oraz radiowóz policyjny. Ręce zaczęły się jej trząść i nawet nie wyłączając silnika, wybiegła z samochodu. Udała się w miejsce wypadku. Dostrzegła dwa rozbite auta, z czego jeden poznała.
Przecież to samochód Fábio!
Podbiegła do taśmy zabezpieczającej miejsce zdarzenia. Zatrzymał ją policjant, pytający spokojnym głosem, kim ona jest. Zobaczyła nieprzytomnego męża, który w tym samym momencie był niesiony na noszach do karetki. Miał rozwaloną wargę i czoło, z których sączyła się krew.
- Jestem jego żoną, do jasnej cholery! – krzyknęła nerwowo, wyrywając się policjantowi i podbiegając do sanitariuszy. Wzięła rękę męża i trzymając się jej kurczowo, weszła do karetki, pozwalając sobie na uronienie łez.
- Co z nim jest? – spytała cicho i smutno, jednego z lekarzy.
- Wstrząśnienie mózgu oraz kilka złamanych żeber. Wyjdzie z tego – odpowiedział spokojnym głosem. Odetchnęła z ulgą, lecz ręce wciąż trzęsły się jej z nerwów.
 _________
Żeby nie było za słodko.  Jak dobrze, że mam napisanego tego bloga i następnego, bo zapewne nic bym nie wymyśliła nowego póki co.